przedszkolak idzie do szkoły

Po co nam ta szkoła?

Czy zastanawiałaś się kiedyś, po co posyłamy dzieci do szkoły?

Odpowiedź wydaje się być oczywista, a jednak im częściej ja zadaję sobie to pytanie, tym trudniej jest mi znaleźć dobre wyjaśnienie.

Szkoła to miejsce zdobywania wiedzy – to właśnie ta myśl jako pierwsza nasuwa się większości z nas. Dzieci mają się tu nauczyć pisać, liczyć, czytać, dodawać itd. Potem wchodzą na kolejne poziomy wtajemniczenia aż w końcu poznają niezbędne do przetrwania dopływy Wisły, a także szczegółowo analizują tablicę Mendelejewa…

To tyle?

Czy wiedza to wszystko, co nasze dzieci mają wynieść ze szkoły?

Takie myślenie byłoby z naszej strony co najmniej niepoważne. Przecież większość dorosłych nie jest w stanie wymienić dopływów Wisły i nie ma to żadnego wpływu na ich funkcjonowanie w świecie. Nie potrafimy też odczytać wszystkich nazw pierwiastków z tablicy Mendelejewa, chociaż prawdopodobnie dwadzieścia lat temu poradzilibyśmy sobie z tym zadaniem. Dziś jednak większości z nas nie jest to do niczego potrzebne.

Czy w takim razie lata spędzone przez nas w szkole poszły na marne?

Gdybyśmy rzeczywiście do szkoły poszli tylko po to, by zdobywać wiedzę, to prawdopodobnie dzisiaj uznalibyśmy, że zmarnowaliśmy w niej młodość. Nie tylko dlatego, że ogromna ilość informacji z tamtego czasu bezpowrotnie uleciała z naszych umysłów, ale również dlatego, że gros z nich stało się w ostatnich latach nieprawdziwe lub nieaktualne!

Pluton przestał być planetą, diament nie jest już najtwardszą substancją świata, a komputery, na których uczono nas informatyki, dawno zniknęły z rynku. Przerażające, prawda?

Co więc jest takiego w szkole, co powoduje, że uparcie każdego roku z nadzieją posyłamy do niej nasze dzieci?

Może wykształcenie?

Znów pudło. Dowodem statusu społecznego dawno przestało być wykształcenie. Dziś osoby zaliczane do elity to między innymi influencerzy, którzy niekoniecznie poradzili sobie świetnie na maturze albo politycy, którzy nie znają podstawowych wydarzeń historycznych czy obowiązujących przepisów prawnych.

Nie oszukujmy się też, że wciąż jak kiedyś, trzeba być wybitnym uczniem, by ukończyć studia wyższe. Prawdą jest też, że ich ukończenie niczego nie gwarantuje: ani dobrej pracy, ani sukcesów, ani nawet stabilizacji finansowej.

Fakty są takie, że nie trzeba być absolwentem informatyki, by zostać programistą w dużej korporacji.

Nie trzeba ukończyć technikum handlowego, by zostać sprzedawcą lub przedstawicielem handlowym.

Nie trzeba skończyć szkoły budowlanej, by zostać pracownikiem budowy.

Dziś można nawet nagrywać filmy bez ukończenia szkoły filmowej, można też w nich grać bez żadnego przygotowania aktorskiego.

Jednak żadnej z tych prac nie dostanie ktoś, kto nie posiada odpowiednich umiejętności, być może nabytych samodzielnie. Nie ma też na nie szans ten, kto nie odważy się spróbować ich podjąć. Tak jak dobrej pracy nie utrzyma człowiek, który nie potrafi działać z zaangażowaniem i nieustannie się rozwijać.

Obecnie domy budujemy zupełnie inaczej niż dwadzieścia lat temu, pojawiły się nowe materiały i nowe technologie. Czy to znaczy, że Ci, którzy zaczęli pracę w budownictwie dwie dekady temu, dziś na próżno mogą szukać pracy w tym sektorze? Nie, oni przez te lata nieustannie musieli uczyć się nowych rzeczy, bo wiedza, która pozwoliła im rozpocząć pracę dwadzieścia lat temu, dziś byłaby już całkowicie bezużyteczna.

Skoro świat będzie wymagał od naszych dzieci ciągłego podnoszenia kwalifikacji, zdobywania nowych umiejętności i aktualizacji wiedzy, to zadajmy sobie pytanie – czy szkoła w sposób naturalny je do tego przygotuje?

świat w zasięgu ręki

Czy szkoła przygotowuje dzieci do życia w zmieniającym się świecie?

System pruski, który wciąż dominuje w naszej edukacji, został stworzony do szkolenia wielu, podobnych do siebie ludzi, którzy potem mieli pracować w urzędach lub fabrykach. Stawiano przed nimi oczekiwanie, że będą wystarczająco dobrzy w swoim fachu, a nie, że będą nieustannie stawać się lepsi i rozwijać swoje kompetencje.

W czasie, gdy powstawał system pruski, świat nie potrzebował samodzielnych, pewnych siebie, odważnych jednostek, tylko posłusznych i podporządkowanych pracowników, którzy będą sprawnie i bezbłędnie wykonywać polecenia. Dziś to równie nieaktualne jak to, że Pluton jest planetą, a jednak wciąż wszyscy jak jeden mąż pilnujemy, by spełniać oczekiwania tego przestarzałego systemu.

Zwracamy uwagę na stopnie, na osiągnięcia na egzaminach, na czerwone paski i ilość zdobytych informacji. Karcąco podchodzimy do popełnianych błędów, nie akceptujemy pomyłek i porażek. Nasz system oparty jest na perfekcjonizmie – tu trzeba wiedzieć wszystko, bo znajomość mniej niż połowy oznacza BRAK ZALICZENIA. Tylko czy w życiu jest tak samo? Czy takie podejście wspiera gotowość do dalszego zdobywania wiedzy?

Jakie mogą być konsekwencje sztywnego podejścia do edukacji dziecka?

Dopóki my wszyscy będziemy się dawać wciągnąć w wir myślenia o szkole jako o miejscu, w którym rzeźbi się ludzi, dopóty kolejne pokolenia dzieci całą pracę związaną z budowaniem poczucia własnej wartości, kształtowaniem odwagi do działania i podążania ścieżką samorozwoju, będą zdobywać w bólach już jako dorośli ludzie.

Dopiero przed trzydziestką zrozumieją, że wchodzenie na szczyt wymaga pokonania schodów złożonych z sukcesów i porażek, wzlotów i upadków, wiedzy i niewiedzy, popełnionych błędów i wyniesionych z nich nauczek. To nie jest zła droga, ale wymaga dużego poświęcenia i ogromu wewnętrznej siły.

Co jeśli szkoła odbierze naszym dzieciom wiarę we własne możliwości tak, jak odebrała wielu naszym koleżankom i kolegom z lat młodzieńczych? Co się stanie jeśli nasza pociecha nie znajdzie w sobie mocy, które pozwolą jej stanąć i walczyć o marzenia po skończonej edukacji? Co jeśli po naszym gotowym do działania przedszkolaku, zostanie już tylko wyrzeźbiony, posłuszny człowiek, przygotowany do realizowania cudzych marzeń i zupełnie nie dający sobie prawa do własnych?

Co przyniesie nam zmiana myślenia o szkole?

Chciałabym, żebyś zobaczyła w edukacji cały kontekst, który jej dotyczy. Nie tylko wiedzę, ale też kompetencje, umiejętności a także doświadczenia, które przydają się w życiu.

Zdobyta wiedza i wykształcenie są istotne, ale bez gotowości do radzenia sobie w świecie mocno tracą na wartości. Pomagają jedynie przetrwać, a przecież nie takiej przyszłości chcemy dla naszych dzieci..

Czy z tej perspektywy warto koncentrować całe swoje wysiłki wyłącznie na sprawdzaniu szkolnych stopni i pilnowaniu, żeby dziecko dopasowało się do oczekiwań szkoły?

Jeśli my, rodzice, zaakceptujemy, że wiedza to tylko element pewnej układanki, a szkoła to coś więcej niż miejsce jej wchłaniania, to pozwolimy naszym pociechom nie tylko zdobyć wykształcenie, ale także przygotować się do dorosłości i być gotowym do nieustannego rozwoju.

Wbrew pozorom, to my możemy dać im wiarę we własne możliwości, siłę do pokonywania przeszkód i odwagę do sięgania po to, czego chcą a nie, po to czego oczekuje od nich świat. Bez względu na to, czy w danej chwili tym światem jest system edukacji, prezes korporacji, czy apodyktyczny mąż.

Szkoła to baza dla życia w przyszłości

Jeśli się głębiej zastanowisz, to okaże się, że szkoła to swoisty plac doświadczalny, który stworzył bazę dla naszego przyszłego życia w dorosłości.

To w niej nauczyłyśmy się smakować sukcesów i kosztować porażek.

Dzięki szkole dowiedziałyśmy się, czym jest autentyczna relacja przyjacielska i jak odróżnić ją od fałszu i obłudy.

Szkoła pokazała nam wiele perspektyw i spojrzeń na świat, co pozwoliło wybrać podejście, które było nam najbardziej bliskie i z nim związać swoją przyszłość.

To w szkole poznałyśmy gdzie jest granica naszej wytrzymałości, gdzie kończy się nasza cierpliwość, jak walczyć z bezsilnością, ale też jak odważnie wygrywać dzięki wewnętrznej sile.

Większość z nas doświadczyła tu też pierwszego zauroczenia, zakochania, a może nawet miłości?

Jeśli więc przyjmiemy, że szkoła to miejsce, które przygotowuje nas do dorosłości pod wieloma aspektami, to czy warto żebyśmy jako rodzice skupiali swoje działania wyłącznie na sprawdzaniu poziomu zdobytej przez dziecko wiedzy?

Studenci

Po co nam ta szkoła?

Żeby przygotować nasze dzieci do życia. Całościowo, nie tylko intelektualnie. Podejdźmy do edukacji mądrze. Jeśli zrobimy to jako rodzice i nauczyciele, to żaden skostniały, pruski system nie stanie nikomu na przeszkodzie do rozwoju i samospełnienia.

Jeśli czujesz, że potrzebujesz wsparcia, bo nie wiesz od czego zacząć, ani na co zwracać uwagę podczas edukacji dziecka, to skorzystaj z mojego ebooka: Przedszkolak idzie do szkoły. W nim znajdziesz kluczowe informacje, które pomogą Ci trafić na właściwe tory. Ebook jest pełen propozycji rozwiązań sytuacji trudnych, które najczęściej spotykają mamy uczniów, znajdziesz w nim wiele przykładów z życia wziętych, a także metody działania, które pozwolą CI zbudować solidną bazę pod efektywną naukę dziecka. Więcej o ebooku poczytasz TUTAJ.

Tymczasem pamiętaj, że nieustannie jestem po Twojej stronie.

Ściskam,

Marcelina MumAssist