uważność

Uważność w relacji z dzieckiem

Uważność w zderzeniu z edukacją dziecka to jedno z kluczowych słów, które pomagają mi znaleźć dobre rozwiązania w sytuacjach kryzysowych. Dziś kilka słów o tym co rodzice mogą zrobić dla dziecka, żeby nabierało wiatru w żagle nawet pomimo trudności, które napotyka na edukacyjnej drodze.

Dorosłość

My dorośli nauczeni doświadczeniem znamy odpowiedzi na wiele pytań. Sprawnie znajdujemy rozwiązania na wyzwania, które stawia przed nami życie i tego samego chcemy dla naszych dzieci.

Nasza skuteczność w działaniu jest efektem licznych wzlotów i upadków, które przeżyliśmy po drodze. Dzięki temu dziś wiemy, że nie zawsze warto stać z tyłu, ale wiemy też kiedy właśnie tam należy stanąć. Kiedy uparcie walczyć o racje i ideały, a kiedy to tylko strata energii nic nie wnosząca w nasze życie.

Nasuwa mi się przykład dyskusji o polityce przy rodzinnym stole, gdy klarowny jest podział na grupy reprezentujące przekonania dwóch odmiennych ugrupowań. Czy to dobry czas na roztrząsanie kwestii spornych? Czy na pewno warto obstawać przy swoim nawet mając pełne przekonanie o swojej racji? I co to wnosi w nasz świat, poza napięciem przy wspólnej kolacji?

Dorosły sprawnie i szybko ocenia czego chce i co mu służy. Dzieje się tak również za sprawą tego, że nie jest kontrolowany i może odważnie bronić swoich granic.

Dzieciństwo

Sytuacja z dziećmi jest nieco bardziej skomplikowana. Są oni nieustannie pod wpływem oczekiwań dorosłych, z narzuconymi zewnętrznymi normami, które należy spełniać bez względu na okoliczności.

– Nie pyskujemy starszym (bez znaczenia, czy mają rację, czy nie)

– Wszystkim sąsiadom mówimy dzień dobry (nie zważając na to, że część z nich nigdy nie odpowiada)

– Należy słuchać tego co dorosły mówi (nawet jeśli gada głupoty, albo najzwyczajniej w świecie nie mamy ochoty tego słuchać)

Mogłabym tak długo wymieniać, ale pewnie już wiesz co mam na myśli.

No więc dzieci uwięzione w prawidłowych odpowiedziach narzucanych przez dorosłych, jednocześnie nie posiadając doświadczenia w tym jak sobie radzić w nowych okolicznościach i nie znając jeszcze najlepszych dla siebie rozwiązań, zamieniają się często w słupy soli, a potem bezwiednie realizują to, co podsuwa im świat dorosłych.

Tylko czy nasze rozwiązania zawsze są najlepsze dla naszych dzieci?

Ludzie są równi, ale różni

Czasem sama łapię się na tym, że chciałabym podpowiedzieć dziecku co robić. Wiesz, takie jedyne słuszne rozwiązanie, które u mnie zawsze się sprawdza. Zdarza mi się nie powstrzymać przed tą pokusą. Bywa tak, że moja propozycja rzeczywiście okazuje się skuteczna. Niestety równie często bywa dokładnie odwrotnie.

Dlaczego?

Bo ja i moje dzieci to odrębne osoby. Co innego jest dla nas ważne, co innego dobre, co innej potrzebne. Inaczej czytamy świat, pewnie podobnie, ale jednak nie ma dwóch takich samych osób.

No i koniec końców, to jest ich rzeczywistość, ta w której zmierzają się z jakimś wyzwaniem. Coś co dla mnie może być proste, dla nich wcale takie być nie musi. Coś co w mojej opinii jest błahe dla nich może okazać się niezwykle istotne.

Nie jestem z nimi w szkole. Nie mam z nimi wspólnych przyjaciół. Nie znam też ich konfliktów z rówieśnikami. Nie widzę jak wygląda przerwa i jak który z nauczycieli prowadzi lekcje.

A jednak tak łatwo jest mi wyjść z pozycji „wiem lepiej” i poddawać pod nos jedyne słuszne rozwiązania.

Uważność

Uważność, to kompetencja, której wciąż się uczę. Wiem, że dużo łatwiej jest mi być uważnym na innych dorosłych, na przykład w trakcie konsultacji z Wami, niż w relacji z dzieckiem.

Staram się jednak powstrzymywać swoje dorosłe doświadczenia i w rozmowie z synami być uważną na to co mówią i czy czegoś ode mnie potrzebują. Uważność daje mi możliwość przyjrzenia się ich sytuacji bez swojego filtra, zobaczenia ich potrzeb, zanim jeszcze wyjadę ze swoimi „prawidłowymi odpowiedziami”.

Odkąd jestem uważna widzę jak często w ich opowieściach o wydarzeniach, które ich spotkały, moją rolą jest być aktywnym słuchaczem, a nie suflerem, który podpowiada.

Moja uważność pomaga mi też zadawać pytania, zamiast wydawać osądy. Oh jakże często moja mądra głowa okazała się nieskuteczna w interpretacji tego co przekazuje dziecko. Gdyby nie uważność, nigdy bym się o tym nie dowiedziała.

Wciąż są momenty, gdy mój doświadczony dorosły wygrywa z uważnością, ale za każdym razem, gdy jednak uda mi się go powstrzymać, dostaję w nagrodę autentyczne zobaczenie dziecka i jego potrzeb.

Co powiesz na to, żeby spróbować?

Przyznam Ci się, że kiedy ja zaczynałam ćwiczyć uważność, potrzebowałam usiąść z dzieckiem i dużo energii wrzucałam w to, żeby nie zajmować się innymi ważnymi sprawami w tzw. „międzyczasie”.

Czasem w ferworze walki z codziennością te nasze rozmowy są płytkie i przelotne, a dziecko opowiada o swoich sprawach, podczas gdy ja gotuję obiad, czy nastawiam pranie. Wciąż łapię się na tym, że musi za mną iść między pokojami, żeby móc dokończyć to, co opowiada. To nie w porządku, ale samo wychwycenie tej sytuacji i zatrzymanie się, już sporo zmienia.

Wbrew pozorom tych momentów, gdy dzieci potrzebuję w pełni mojej uważności nie ma aż tak dużo, żeby danie im jej miało zdezorganizować resztę świata.

Kiedy więc widzę, że jest coś ważnego do omówienia, siadam i włączam uważność. Zdarza się też tak, że w danej chwili naprawdę (ale tak serio naprawdę) nie mogę poświęcić na to tyle czasu, ile powinnam. Wtedy otwarcie mówię dziecku jaka jest sytuacja i pytam, czy to możliwe, żebyśmy to omówili na przykład po obiedzie. Nie udaję, że mam czas i siłę, gdy ich nie mam. To też jest moja uważność.

Co zyskujesz

Dzieci w ten sposób uczą się, że są ważne, bo widzą, że chce im dać autentyczną uwagę, ale doświadczają też mojej uważności na siebie i chronienia swoich granic tam, gdzie jest to konieczne.

Wiedzą więc, że wszyscy jesteśmy ważni i równi, ale czasem koncentracja uwagi jest na jednych, czasem na drugich.

Ważne w tym całym procesie jest to, żeby dotrzymywać danego słowa. Jeśli mówię, że porozmawiamy na spokojnie po obiedzie, to po skończonym posiłku sama wracam do rozmowy. Nie chwytam się tego, że dziecko zajęło się czymś innym i zapomniało, więc nie ma tematu. To też jest uważność.

Ale gdybym miała podpowiedzieć Ci w jednym zdaniu, czym jest uważność w relacji z dzieckiem, to powiedziałabym, że to jest nie zakładanie, że wiem, a może wręcz zakładanie, że nie wiem i prośba o to, żeby mi wytłumaczyć.

Jeśli ten artykuł był dla Ciebie pomocny, to zostaw mi proszę komentarz, lub udostępnij go dalej. Miło jest wiedzieć, że to co robimy jest wartościowe i posyłane w świat, prawda?

Tymczasem pamiętaj, że nieustannie jestem po twojej stronie.

Ściskam,

Marcelina

tabliczka mnożenia